Zainstaluj aplikację Palestra na swoim urządzeniu

Palestra 6/2021

Zderzenie sprawiedliwości z niesprawiedliwością – kto wygra tę potyczkę?

Udostępnij

Policjant, którego oskarżono o spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, został słusznie uniewinniony w pierwszoinstancyjnym wyroku (W. Kotowski, Wzorcowe rozstrzygnięcie w sprawie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, „Palestra” 2020/10, s. 133–137). Jednak zarówno prokurator, jak i dwaj pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych postanowili zakwestionować rozstrzygnięcie przez wniesienie apelacji. Natomiast obrońca oskarżonego w kontrapelacji wykazał, że wszystkie trzy apelacje z merytorycznego punktu widzenia są oczywiście niezasadne.

1. Doprawdy trudno pojąć, jakimi standardami kierował się prokurator, wnosząc określony środek odwoławczy, to jednak bezsporne jawi się twierdzenie, że żadną miarą nie służy on dobru wymiaru sprawiedliwości. Prokurator już wcześniej dał się poznać jako podmiot miażdżący ustawowe powinności w zakresie obiektywizmu i bezstronności, czego niezbitym dowodem było wniesienie do sądu pozbawionego podstaw aktu oskarżenia, a następnie brnął w gąszczu ferowanych tez na przekór faktom. Teraz, zamiast cieszyć się, że sprawiedliwości stało się zadość i człowiek niefortunnie uwikłany w długotrwały proces został należnie oczyszczony z bezpodstawnego zarzutu dzięki profesjonalizmowi sędziego orzekającego, prokurator postąpił nieetycznie, wnosząc tym razem oczywiście niezasadną apelację. Dlaczego? To oczywiste! Górę wzięła źle pojęta ambicja, urażona z powodu przegranej!

Prokurator w apelacji skoncentrował uwagę na szczególnej ostrożności, zarzucając kierującemu radiowozem jej naruszenie, przy czym nie raczył w sposób klarowny wykazać, na czym polegało owo naruszenie. Przytoczył wprawdzie definicję kwalifikowanej postaci ostrożności, lecz uczynił to bezrefleksyjnie, udowadniając treścią dokumentu – zawierającą zaczerpnięte z literatury rozważania na temat braku tożsamości pojęć „prędkość bezpieczna” i „prędkość dozwolona”, które stanowią prawdy oczywiste, lecz w żadnym razie nie przystają do rozpoznawanego zdarzenia – że w istocie nie pojmuje, na czym polega realizacja zasady szczególnej ostrożności i jakie są granice jej obowiązywania. Apelacja – poza licznymi błędami językowymi, literowymi, a nawet ortograficznym, wskazującymi, że autor przed podpisaniem nie raczył stworzonego dokumentu przeczytać, co jednoznacznie świadczy o braku szacunku dla sądu – zawiera rażące błędy merytoryczne. Kontekst, w jakim przywołana została zasada ograniczonego zaufania, świadczy o poważnych lukach w wiadomościach na temat istoty zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Prokurator nie był uprzejmy zwrócić uwagi na fakt, że pieszy nie tylko mógł, ale przede wszystkim powinien stwierdzić obecność pojazdu uprzywilejowanego w akcji i kierunku jego ruchu jeszcze przed wejściem lub wbiegnięciem na jezdnię. Równocześnie powinien wiedzieć, że włączenie sygnałów podyktowane było koniecznością szybkiego dotarcia do miejsca wymagającego interwencji, a zatem porusza się z prędkością większą od dopuszczalnej dla pojazdów niekorzystających z przywileju ułatwień w ruchu. W określonej sytuacji pieszy nie miał prawa na zasadzie ograniczonego zaufania przypuszczać, że kierujący porusza się zgodnie z przepisami. Tak więc jego podstawowym obowiązkiem było zaniechanie wejścia lub wbiegnięcia na jezdnię. Nie uczynił tego, wszak był w stanie nietrzeźwości, który z reguły powoduje irracjonalne zachowanie, ponieważ obraz rzeczywistości ulega wyraźnemu zniekształceniu.

Zarzut nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez prowadzenie pojazdu z nadmierną prędkością i niedostateczną obserwację drogi, wskutek czego kierujący najechał na znajdującego się na jezdni pieszego, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł, musi opierać się na pozbawionej wątpliwości winie, a nie wyłącznie na fakcie zaistnienia wypadku drogowego. Zatem jeżeli pieszy znajdujący się w warunkach nocnych na mokrej jezdni ma na sobie ciemne ubranie, wówczas staje się niemal oczywiste, że stanowi on niekontrastową przeszkodę (mówiąc kolokwialnie zlewa się z otoczeniem). Stąd rodzi się duże prawdopodobieństwo, że kierujący nie widział pieszego, co nie może automatycznie oznaczać, iż nienależycie obserwował drogę. Nie można zatem z tego tylko powodu stawiać mu zarzutu naruszenia podstawowej zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym, to znaczy szczególnej ostrożności. Pozostaje jeszcze do rozważenia kwestia, czy kierujący nie naruszył czasem innych zasad – bezpiecznej prędkości lub ograniczonego zaufania. Trzeba zatem w ramach analizy czasowo-przestrzennej zbadać prawidłowość wcześniejszych manewrów podejmowanych przez kierującego. Należy niewątpliwie oczekiwać od kierującego, że odpowiednio zareaguje – zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania – ale dopiero wówczas, gdy we właściwym czasie dotrą do niego symptomy wskazujące na możliwość nietypowego zachowania się innego uczestnika ruchu, oczywiście w czasie umożliwiającym skuteczność tej reakcji.

Trudno zgodzić się z poglądem prokuratora, że kierujący powinien upewnić się, czy pieszy ułatwia mu przejazd, zwłaszcza – jak to miało miejsce w rozpoznawanej sprawie – wówczas, gdy pieszego na przejściu nie ma oraz nie wiadomo, czy w ogóle jest, a jeżeli tak, to gdzie? Kierujący radiowozem z włączonymi sygnałami uprzywilejowania w ruchu drogowym nie ma obowiązku przeprowadzania tego rodzaju badania. Ma natomiast prawo na zasadzie ograniczonego zaufania (art. 4 p.r.d.) oczekiwać, że inni uczestnicy ruchu będą stosować się do obowiązujących ich przepisów do chwili dotarcia do niego (kierującego) symptomów wskazujących na nieprawidłowe zachowanie w czasie – co oczywiste – umożliwiającym skuteczność reakcji. W realiach rozpoznawanej sprawy – czego prokurator nie przyjmuje do wiadomości, chociaż sam był zobligowany do dogłębnego zbadania w postępowaniu przygotowawczym tego aspektu wypadku drogowego – pieszego w ogóle na przejściu dla pieszych nie było, ponieważ przebiegał przez jezdnię co najmniej kilka metrów za przejściem. Fakt ten stanowił dla kierującego całkowite zaskoczenie, a mimo to podjął natychmiastową reakcję w postaci hamowania (jedynie możliwą) w czasie 0,6 s. To jest niezbity dowód świadczący o należytej realizacji przez kierującego powinności w zakresie zmieniających się warunków drogowych, czego wymaga zasada szczególnej ostrożności.

Na nagraniach monitoringu widać dwa istotne ujęcia, a mianowicie przemieszczanie pieszego i chwilę zetknięcia pojazdu z pieszym. Wskazuje to w rzeczy samej, że uderzenie samochodu w pieszego nastąpiło na początku linii wyznaczonej okiem kamery, a zatem za przejściem dla pieszych (ok. 7 m), patrząc z kierunku ruchu kierującego radiowozem.

Do powyższych ustaleń faktycznych mógł dojść sam prokurator w toku postępowania przygotowawczego, pod warunkiem przeprowadzenia czynności z najwyższą starannością. W konsekwencji kierujący nie zostałby uwikłany w tok postępowania pochopnym aktem oskarżenia, a prokurator dzisiaj nie prezentowałby bezpodstawnej apelacji.

Gołosłownym zdaniem prokuratora „nie można zgodzić się ze stanowiskiem sądu, że kierujący radiowozem nie naruszył zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym”. A contrario, nie tylko można, ale nawet trzeba zgodzić się ze stanowiskiem sądu, wypracowanym na podstawie całokształtu materiału dowodowego zgromadzonego zgodnie z regułami sztuki, który został wnikliwie przeanalizowany w warunkach najwyższej staranności. Krótko mówiąc, wszystkie możliwe aspekty w kontekście przyczyn zaistnienia wypadku, jak i jego przebiegu zostały wyjaśnione. Jeżeli w świetle ustaleń faktycznych pozostały jakiekolwiek wątpliwości, to w rzeczy samej mają one charakter nieusuwalny, a zatem mogą być tłumaczone jedynie na korzyść oskarżonego.

Bezzasadność wniosku prokuratora o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania jest oczywista. Nad czym bowiem miałby procedować sąd ponownie rozpoznający sprawę, skoro wyrok zapadł w warunkach rzetelnego rozpoznania wszystkich niezbędnych zarówno okoliczności zaistnienia wypadku, jak i jego przebiegu?

2. Apelacyjny wywód pierwszego pełnomocnika w założeniu miał podważyć słuszne rozstrzygnięcie, a w rzeczywistości stanowi bezpodstawną polemikę z trafnym stanowiskiem sądu pierwszej instancji.

Pierwszy akcent apelującego jest chybiony, wszak a contrario wyrok jest słuszny i jako taki w rzeczy samej powinien się ostać w nienaruszalnej postaci.

Pełnomocnik próbuje, a czyni to contra legem, przerzucić irracjonalne zachowanie pieszego na prawidłowe zachowanie kierującego w ruchu drogowym. Przyjęta metodyka przekonywania procesowego organu odwoławczego jedynie pokazuje, jak dalece można wypaczyć istotę zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, udowadniając tym samym poważne problemy z wykładnią obowiązujących przepisów. Interpretacją określonych zasad jest proces myślowy, w toku którego odtwarza się znaczenie obowiązujących przepisów. Inaczej mówiąc, w toku wykładni dokonuje się przyporządkowania różnokształtnym przepisom prawnym norm postępowania rozumianych w jeden, dostatecznie określony sposób. Proces myślowy polemizujący ze stanowiskiem sądu zawęził do chwili, kiedy pieszy znajdował się na wysokości drugiej części jezdni, skrzętnie pomijając sytuację drogową w czasie, kiedy pieszego jeszcze na jezdni nie było. Jest to z natury rzeczy celowe działanie, ponieważ określona konfiguracja drogowa jest dla prezentowanej koncepcji niewygodna. Z określonej sytuacji wynika jednoznacznie, że pieszy nie miał prawa wejść, tym bardziej wbiec, na jezdnię oraz zakaz ten obejmował całą szerokość jezdni, którą jechał radiowóz policyjny z włączonymi sygnałami uprzywilejowania w ruchu, ponieważ mógł i powinien w tym czasie stwierdzić kierunek ruchu pojazdu uprzywilejowanego.

Prawidłowo reagujący pieszy uczestnik ruchu drogowego (o ile jest trzeźwy i nie stwierdzono u niego deficytu funkcji słuchu i wzroku) po usłyszeniu sygnału dźwiękowego powstrzymuje się od wejścia na jezdnię (mowa o tej konkretnej sytuacji drogowej), lokalizuje źródło sygnału, a zatem dostrzegając światła błyskowe, już wie, w jakim kierunku uprzywilejowany pojazd się przemieszcza. Nie trzeba przekonywać, zwłaszcza profesjonalistów, że w określonej sytuacji pieszy nie ma prawa wejść na jezdnię, nie może przeciąć toru ruchu pojazdu (dotyczy to również przejść dla pieszych, na których ruch jest kierowany sygnalizacją świetlną, nawet przy emisji zielonego światła dla pieszych). Nakaz ułatwienia przejazdu pojazdowi uprzywilejowanemu w akcji, wynikający z dyspozycji art. 9 p.r.d., stanowi równocześnie zakaz kontynuacji ruchu pieszego jezdnią. Wbrew kuriozalnym twierdzeniom pełnomocnika bezpośrednią przyczyną zaistnienia rozpoznawanego wypadku drogowego było irracjonalne zachowanie pieszego.

Nie da się – mimo usilnych starań pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych – skutecznie podważyć zaprezentowanych przez sąd pierwszej instancji powodów uniewinnienia kierującego pojazdem uprzywilejowanym w akcji, przez co należy rozumieć jazdę z włączonymi sygnałami. Motywy wyroku zostały oparte na dokonanej przez sąd właściwej interpretacji podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, wyznaczonych dyspozycją „szczególnej ostrożności” (art. 3 p.r.d.) i „ograniczonego zaufania” (art. 4 p.r.d.), w kontekście realizacji powinności wynikających z dyspozycji art. 9 p.r.d. i art. 53 p.r.d. Poza dyskusją jest kwestia braku obowiązku przewidywania obecności przeszkody na drodze z tzw. urzędu, a więc obligatoryjnie i zawsze. Nie! Kierujący jest zobligowany do reakcji mającej na celu zapobiegnięcie zdarzeniu o negatywnych skutkach wówczas, gdy dotrą do niego symptomy wskazujące na nieprawidłowe zachowanie innego uczestnika ruchu, przy czym skuteczność tej reakcji jest uzależniona od tego, ile czasu ma kierujący od chwili rozpoznania zagrożenia do zderzenia (sic!).

W aktach postępowania znajduje się dowód materialny wskazujący na niemożliwość skutecznej reakcji kierującego. Dowód ten przedstawia sytuację przedwypadkową, kiedy pieszy znajduje się poza jezdnią i nie jest widoczny dla kierującego radiowozem, przy czym sam nie tylko widzi radiowóz, lecz również doskonale zna zamiar kierującego w kwestii toru dalszej jazdy, pod warunkiem – co oczywiste – że stan jego nietrzeźwości nie zniekształcił zdolności postrzegania. Pieszy jednak decyduje się wbiec na jezdnię, powodując w rzeczy samej stan zagrożenia. Kolejne ujęcie utrwalone za pomocą monitoringu przedstawia moment zderzenia. Z upływu czasu od powstania stanu zagrożenia do zderzenia, uwzględniającego podjęcie przez kierującego radiowozem manewru w postaci hamowania tuż przed uderzeniem w pieszego, wynika, że jego czas reakcji nie był dłuższy niż 0,6 s. Oznacza to, że kierujący zachował się prawidłowo i – z natury rzeczy – nie miał możliwości zapobiegnięcia wypadkowi.

Niepojęte jest, że można wytworzyć w apelacji iluzoryczne twierdzenia o naruszeniu przepisów postępowania (art. 4, 7 i 410 k.p.k.) w sytuacji właściwego zgromadzenia materiału dowodowego i wnikliwego jego rozpoznania przez kompetentny podmiot.

Reasumując, należy wskazać, że w szczególności na płaszczyźnie obrazy prawa procesowego mogą być kwestionowane: sposób gromadzenia dowodów, kompletność zgromadzonego materiału dowodowego oraz prawidłowość jego oceny. Trudno dopatrzeć się naruszenia przez sąd orzekający którejkolwiek z reguł sztuki.

3. Twórca kolejnej apelacji polemizuje z ustaleniami sądu, zarzucając mu dowolność w ocenie materiału dowodowego. A contrario sąd dokonał rzetelnej analizy materiału dowodowego, trafnie oceniając wagę dowodów, które doprowadziły do słusznego rozstrzygnięcia, co zresztą zostało dowiedzione przy okazji odpierania ataków na wyrok przez twórców poprzedzających dwóch apelacji.

W trzeciej apelacji wiele wątków polemiki z sądem powtarza się, zatem nie ma powodu pochylać się nad nimi, tym bardziej że wcześniej szczegółowo i czytelnie do nich się odniesiono. Brak jest jakichkolwiek podstaw do formułowania pod adresem sądu zarzutu obrazy art. 410 k.p.k. czy art. 4 w zw. z art. 7 k.p.k., co bezzasadnie sugeruje apelujący. Podkreślenia jednak wymaga brak należytego rozumienia przez apelującego roli biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych w postępowaniu karnym. Otóż dowód z opinii biegłego jest dowodem osobowym, podlegającym – jak inne dowody osobowe – swobodnej ocenie, dokonywanej przez organ procesowy. Biegły ma się zająć sferą techniczną, a nie prawną. Powinien dokonać rekonstrukcji przebiegu wypadku przez określenie wzajemnego położenia pieszego i pojazdu. Obliczyć prędkość tego pojazdu, przy czym ocena tej prędkości w kontekście zachowania kierującego, jako uczestnika ruchu, należy do sądu. Akceptacja przez apelującego ingerencji biegłego w sferę prawną jest właśnie dowodem braku właściwego rozumienia istoty zagadnienia.

W uzasadnieniu apelacji odnajdujemy wątek, który dotychczas był objęty mrokami wielkiej tajemnicy, z którego wynika, że pieszy wbiegł na jezdnię. Niezbitym dowodem takiego zachowania pieszego jest ścisła korelacja dowodu materialnego w postaci zapisu monitoringu z dowodem osobowym pochodzącym z zeznania świadka obserwującego przebieg wypadku z balkonu swojego mieszkania.

Nie ma potrzeby odnoszenia się do wszystkich 23 punktów uzasadnienia apelacji, które w istocie stanowią zbiór nieuporządkowanych myśli. Wśród wywodów są również takie, które stanowią próbę odwrócenia uwagi od istoty zagadnienia przez zdystansowanie wartości zeznań policjantki, członka załogi interweniującej.

W konkluzji należy podkreślić, że apelujący nagminnie posługiwali się zasadą „szczególnej ostrożności”. W żadnym przypadku apelujący nie wyjaśnili, na czym realnie w odniesieniu do wymagań ustawowych miałoby polegać naruszenie zasady „szczególnej ostrożności” przez kierującego radiowozem. Wskazywanie przekroczenia prędkości administracyjnie dopuszczalnej przez kierującego radiowozem z włączonymi sygnałami uprzywilejowania w ruchu drogowym jako elementu nagannego jest zwyczajnym nieporozumieniem. Przywoływanie ustawowego obowiązku panowania nad pojazdem w kontekście wyimaginowanego jego naruszenia przez kierującego to w rzeczy samej prawdziwe kuriozum. W wywodach apelujących trudno doszukać się wskazania, na czym powinien polegać obowiązek zachowania „szczególnej ostrożności” przez pieszego, mimo że zagadnienie to jest wyjątkowo proste. Otóż kiedy radiowóz wjechał na skrzyżowanie, pieszy, który znajdował się jeszcze poza jezdnią, nie mógł nie widzieć pojazdu i kierunku jego ruchu, a mimo to, lekceważąc nakaz zatrzymania się, stanowiący równocześnie zakaz wejścia na jezdnię, czego właśnie wymagała obowiązująca go „szczególna ostrożność”, postanowił „przeciąć” tor ruchu pojazdu. Na tragiczny finał nie trzeba było długo czekać. Kolejny zarzut nienależytej obserwacji przez kierującego przedpola jazdy – w warunkach natychmiastowej jego reakcji w chwili stwierdzenia obecności pieszego – jest bezzasadny.

Zważywszy, że wyrok sądu pierwszej instancji jest par excellence słuszny, co zostało wyraźnie uargumentowane kontrapelacją, wniosek o oddalenie wszystkich trzech apelacji był zasadny w stopniu oczywistym.

Rozpoznający apelacje sąd odwoławczy nie pochylił się nad rzetelną argumentacją kontrapelacji wyrażonej słowami obrońcy oskarżonego, a co za tym idzie dał wiarę wysublimowanym wywodom podmiotów apelujących, konsekwencją tego było uchylenie sprawiedliwego wyroku sądu pierwszej instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Prima facie jawi się twierdzenie, że powodem określonego rozstrzygnięcia – chciałbym się mylić – było danie „po nosie” nielubianemu sędziemu orzekającemu w pierwszej instancji, w miejsce realizacji powinności rozpoznania istoty zagadnienia zgodnie z regułą sztuki. Niezależnie od stopnia trafności wywiedzionej refleksji wyrok, który zapadł w całkowitym oderwaniu od właściwej interpretacji zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, w rzeczy samej urąga wymiarowi sprawiedliwości, rażąco naruszając dyspozycję art. 437 § 2 k.p.k.

0%

Informacja o plikach cookies

W ramach Strony stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze Strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Możecie Państwo dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce internetowej w każdym czasie. Więcej szczegółów w "Polityce Prywatności".