Zainstaluj aplikację Palestra na swoim urządzeniu

Palestra 7-8/2020

Zostańmy w domu (europejskim)

Udostępnij

Zacznę od wspomnienia z lat późnego PRL-u, kiedy stary system już się chwiał, ale niewielu wierzyło w jego rychły koniec. Choć już ponad trzy dekady zajmuję się głównie procedurą cywilną i pozasądowymi dziedzinami prawa, doskonale pamiętam to wydarzenie.

Rok 1988. Jeszcze jako aplikant adwokacki stawiam się w warszawskim kolegium ds. wykroczeń w charakterze obrońcy kierowcy pojazdu mechanicznego obwinionego o naruszenie przepisów ruchu drogowego. Jako że do rozprawy pozostały jeszcze prawie dwie godziny, proszę o ponowną możliwość zapoznania się z aktami sprawy w sali rozpraw, a skład orzekający uprzejmie akta te mi udostępnia. Przeglądając tak otrzymane akta, stwierdzam, że jest w nich – umieszczona luzem niczym zakładka w książce – karteczka z odręcznym zapiskiem podającym konkretną karę za zarzucane mojemu mocodawcy wykroczenie. Zwracam akta bez żadnych uwag, a w wystąpieniu końcowym na rozprawie opisuję zaistniałą sytuację i uprzejmie, acz stanowczo podaję w wątpliwość niezawisłość i samodzielność składu orzekającego. Kiedy kończę, przewodniczący zarządza naradę nad orzeczeniem. Przerwa trwa kilkanaście minut, które mój mocodawca poświęca głównie na lamentowanie, jak surowa kara go teraz spotka. Wchodzimy na ogłoszenie orzeczenia i słyszymy, że kolegium uniewinnia mojego mocodawcę. Uzasadnienia nie pamiętam, prawdopodobnie było nieskładne. Wychodzimy obaj szczęśliwi, a ja przez kilka kolejnych tygodni rozmyślam, czy jako obrońca zachowałem się najlepiej, jak mogłem.

Mamy rok 2020 i niepodległe państwo. Jego funkcjonowanie zależy wyłącznie od nas – obywateli Rzeczypospolitej. W demokratycznych wyborach wykreowaliśmy parlamentarną większość, która stanowi prawo. I nie ma wątpliwości, że to prawo – parafrazując słowa Lenina – stanowi wyraz woli politycznej tej grupy. Problem w tym, że niejednokrotnie narusza wywodzące się jeszcze z prawa rzymskiego, wspólne dla Europy, kanony (jak lex retro non agit) czy ustalone wcześniej reguły (jak zakaz zmiany Kodeksu wyborczego później niż sześć miesięcy przed wyborami). Problem w tym, że to prawo goni i nie nadąża za wolą politycznych decydentów, jest tworzone w pośpiechu, źle formułowane i fatalnie redagowane, i w rezultacie całkowicie niestabilne. Problem w tym, że nie powstaje w wyniku otwartej wobec opozycji debaty parlamentarnej, ale w rezultacie pośpiesznych nocnych obrad. Przestrzegamy takiego prawa, bo musimy, ale czy je szanujemy? Czy szanujemy jego twórców, jeśli przedkładają cwaniactwo ponad podstawowe zasady legislacji? Kiedy politycy sprawiają wrażenie tolkienowskich orków oszołomionych żądzą osiągnięcia celów wyznaczonych im przez Saurona, szczególnie trudno ich szanować.

Kiedy zaczyna brakować przyzwoitości, a cwaniactwo – tak w legislacji, jak i w procedurach – jest nie tylko akceptowane, ale promowane przez rządzących, zadaję sobie pytanie, jak w analogicznej jak ta z 1988 r. sytuacji zachowałby się dzisiaj skład orzekający jakiegokolwiek organu władzy. Czy usłyszałbym, że takiej karteczki nigdy nie było albo że to ja sam ją podłożyłem, czy też że nie ma to nic wspólnego z niezawisłością orzeczniczą?

Kolejne zmartwienie to nierówne stosowanie prawa. Jednych spotykają drakońskie kary za naruszanie dwumetrowej odległości między ludźmi i innych zakazów na czas pandemii, drudzy słyszą co najwyżej pouczenia albo – jeśli należą do obecnego obozu władzy – zakazy te ich nawet nie obchodzą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kary wymierzane są nie tylko wybiórczo i z uwzględnieniem klucza politycznego, ale i postępowanie administracyjne prowadzone jest na skróty, z naruszeniem procedury. A przecież organy wydające decyzje to ludzie, jak my. Mają nazwiska i mają sumienia. Wiedzą, co to przyzwoitość i co to wstyd, mają wybór, jak chcą zostać zapamiętani.

Od 2004 r. jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Głosowaliśmy za wejściem do tej wspólnoty w dwudniowym referendum. To członkostwo to nie tylko wolność przemieszczania się ludzi i kapitału oraz dostęp do europejskiego bankomatu, ale przede wszystkim wspólna akceptacja konkretnych zasad i idei. Nikt nas w Unii na siłę trzymać nie będzie, jeśli nie będziemy spełniać europejskich standardów. Zresztą, tak po ludzku, kto chce mieć wiele wspólnego z naburmuszonym narcyzem, który innych obraża, wciąż uważa się za skrzywdzonego i żąda pieniędzy? Jeśli w dodatku nie wykonuje orzeczeń europejskich trybunałów, to sam stawia się nie tylko poza europejskim salonem, ale i poza prawem.

W rozmyślaniach, jak wiele możemy stracić i że mogą nas już po prostu nie chcieć we wspólnym europejskim domu, warto sięgnąć po dzieła dwóch brytyjskich historyków – nieżyjącego już Erica Hobsbawna i dobiegającego osiemdziesiątki profesora Uniwersytetu w Sheffield Iana Kershawa.

Pierwszy z nich, Brytyjczyk nietypowy, bo urodzony w egipskiej Aleksandrii jako syn austriackiej matki i angielskiego ojca, o poglądach wyraźnie lewicowych, jest autorem czterech tomów historii Europy od rewolucji francuskiej po rok 1990: Wiek rewolucji 1789–1848 (The Age of Revolution 1789–1848, tłum. Marcin Starnawski, Katarzyna Gawlicz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2013), Wiek kapitału 1848–1875 (The Age of Capital 1848–1875, tłum. Marcin Starnawski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014), Wiek imperium 1875–1914 (The Age of Empire 1875–1914, tłum. Marcin Starnawski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2015) i Wiek skrajności. Spojrzenie na krótkie XX stulecie (Age of Extremes. The Short Twentieth Century 1914–1991, tłum. Julia Kalinowska-Król, Marcin Król, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2018).

Tom pierwszy poświęcony jest przemianom zapoczątkowanym rewolucją przemysłową w Anglii i rewolucjami politycznymi we Francji i w Ameryce Północnej, prowadzącym do – według określenia Hobsbawna – uformowania „liberalnego społeczeństwa burżuazyjnego”. To początki nowoczesnej Europy. Jak pisze profesor: „Przełom ten doprowadził do śmiałego podboju świata przez gospodarkę kapitalistyczną, dokonanego rękami kluczowej dla niej klasy społecznej – burżuazji – pod sztandarem jej klasycznej formuły intelektualnej, czyli ideologii liberalizmu. Jest to tematem przewodnim drugiego tomu, który obejmuje krótki okres od rewolucji 1848 r. do początku kryzysu z lat 70. XIX w., kiedy to zdawało się, że społeczeństwo burżuazyjne i jego system gospodarczy dzięki oszałamiającym sukcesom czeka względnie bezproblemowa przyszłość. Działo się tak dlatego, że opór polityczny starych reżimów – tych przeciwko którym wybuchła rewolucja francuska – został albo pokonany albo reżimy te same zdążyły pogodzić się z gospodarczą, instytucjonalną i kulturalną hegemonią triumfującego burżuazyjnego postępu. (…) wydawało się, że usunięto główne bariery nieprzerwanego i, jak przypuszczano, nieograniczonego rozwoju burżuazyjnego. Ewentualne trudności płynące z jego wewnętrznych sprzeczności nie budziły jeszcze wówczas poważniejszego zaniepokojenia. W tym okresie w Europie było mniej socjalistów i zwolenników rewolucji społecznej niż kiedykolwiek indziej” (Wiek imperium…, s. 19–20). Tom trzeci to opis epoki, kiedy przeciwko systemowi uformowały się już masowe, zorganizowane ruchy społeczne, a „miejsce indywidualnych i rodzinnych przedsiębiorstw zarządzanych przez ich właścicieli zaczęły zajmować osoby prawne będące własnością udziałowców, zarządzane przez najemną kadrę kierowniczą i dyrektorską” (Wiek imperium…, s. 21–22) i państwo aspirowało do coraz większej roli w życiu gospodarczym i społecznym.

To historia dla każdego czytelnika, bo jak wyjaśnia autor w tomie pierwszym: „choć książkę tę napisał zawodowy historyk, jest ona przeznaczona nie dla innych naukowców, ale dla wszystkich, którzy pragną zrozumieć świat oraz żywią przekonanie, że historia może w tym znacząco pomóc” (Wiek imperium…, s. 5). W drugim tomie zapewnia: „Celem tej książki nie jest przedstawienie szczegółowej opowieści o faktach, ale interpretacja oraz to, co Francuzi określają jako haute vulgarisation. Idealnego czytelnika można ukazać jako swoisty konstrukt teoretyczny – inteligentnego i wykształconego obywatela, którego nie tylko ciekawi przeszłość, ale który pragnie też zrozumieć, w jaki sposób i dlaczego świat stał się tym, czym jest dziś, a także dokąd ów świat zmierza” (Wiek rewolucji…, s. 6).

Czwarty tom dzieła Hobsbawna dotyczy okresu 1914–1990, który określa on jako krótkie XX stulecie. Na wstępie zastrzega, że jego wiedza o wieku XX jest przypadkowa i wyrywkowa, „jeśli traktować ją wedle standardów historycznej erudycji”, ale pisze o nim jako „obserwator uczestniczący” (Wiek skrajności…, s. 5, 6). Obie wojny światowe wraz z łączącym je dwudziestoleciem postrzega jako jeden okres bolesnej rozgrywki najsilniejszych państw Europy. Zwycięstwo nad faszyzmem uratowało liberalny kapitalizm, ale jednocześnie – z uwagi na wykreowanie koniecznego na czas wojny sojusznika, Związku Radzieckiego na supermocarstwo – zmusiło ten system do istotnych reform społecznych. Z kolei upadek bloku sowieckiego nie jest zdaniem Hobsbawna okazją do świętowania, gdyż zakończył okres względnie stabilnej równowagi i spowodował powszechny nieład. Warto zapamiętać, że i w taki sposób można postrzegać historyczny przełom lat 1989–1990. Autor jest sceptykiem i nie spodziewa się (opinia z początku lat 90. XX w.), aby politycy sprostali nowym wyzwaniom. „Potwierdzeniu ulega to, co wielu podejrzewało, że historia – wśród wielu innych i ważniejszych problemów – jest także zapisem zbrodni i szaleństw ludzkości – pisze. – Nie jest zaś pomocna w przewidywaniu przyszłości” (Wiek skrajności…, s. 628–629).

Ian Kershaw przedstawia historię Europy XX w. w dwóch tomach: Do piekła i z powrotem. Europa 1914–1949 (To Hell and Back. Europe 1914–1949, tłum. Arkadiusz Romanek, wyd. Znak 2016) i Rozdarty kontynent. Europa 1950–2017 (Roller-coaster. Europe 1950–2017, tłum. Tomasz Krzyżanowski, wyd. Znak Horyzont, Kraków 2020). Okres opisany w tomie pierwszym to droga Europy do autodestrukcji, której najistotniejszymi elementami były: eksplozja etniczno-rasistowskiego nacjonalizmu, niemożliwe do pogodzenia żądania rewizjonizmu terytorialnego, ostry konflikt klasowy i przedłużający się kryzys kapitalizmu, który w sferze gospodarczej nasilił się w związku z inflacją na początku lat 20. XX w. i deflacją w latach 30. XX w., (Do piekła…, s. 20, 24). Druga wojna światowa „wypaliła te konflikty do cna w wielkim piekle zniszczenia – pisze Kershaw. – Dominująca rola Związku Radzieckiego w Europie Wschodniej spowodowała stłumienie wewnętrznych podziałów etnicznych i wyciszenie konfliktów. Zmiany dokonane bezpośrednio po wojnie oczyściły atmosferę i na nowo ukształtowały mapę etniczną Europy Środkowej i Wschodniej. Niemieckie marzenia o dominacji na kontynencie runęły niczym domek z kart. Kraj został podzielony na strefy wpływów. W Europie Zachodniej w miejsce nacjonalistycznych antagonizmów pojawiły się silne dążenia do współpracy i integracji. Nowe supermocarstwa gwarantowały nienaruszalność granic. Przekształceniu ideologii państwowych w krajach Europy Zachodniej, zwłaszcza w odniesieniu do dawnych antybolszewickich prądów skrajnej prawicy sprzyjała stabilna, konserwatywna polityka. Nie bez znaczenia był także udział Stanów Zjednoczonych w umacnianiu zreformowanego kapitalizmu, dzięki któremu mieszkańcy zachodniego świata mogli cieszyć się dobrobytem na nieznaną dotychczas skalę, co z kolei przyczyniło się do wzrostu stabilności politycznej. Wszystkie te fundamentalne zmiany po 1945 r. pozwoliły zneutralizować składniki mieszanki wybuchowej, przez którą w dobie dwóch wojen światowych omal nie doszło do całkowitej destrukcji cywilizacji europejskiej” (Do piekła…, s. 25–26).

Kershaw wymienia pięć czynników, które otworzyły drogę do powojennego dobrobytu w Europie Zachodniej: unicestwienie niemieckich ambicji ekspansjonistycznych, oczyszczenie społeczeństwa ze zbrodniarzy wojennych i hitlerowskich kolaborantów, wzrost gospodarczy (w znacznej mierze dzięki przyjęciu planu Marshalla) oraz… groźba wojny atomowej i wykrystalizowanie się trwałego podziału Europy (Do piekła…, s. 626–629). „Choć to może brzmieć przewrotnie – pisze – żelazna kurtyna, która podzieliła Europę, okazała się rekwizytem, który zapewnił jej stabilność, choć odbyło się to dużym kosztem narodów Europy Wschodniej skazanych na dziesięciolecia sowieckiej dominacji. Im bardziej ZSRR zacieśniał uścisk monolitycznej dominacji w Europie Wschodniej, tym większą determinację wykazywali Amerykanie do konfrontacji na drodze wywierania wpływu na gospodarki Europy Zachodniej (…) Wątpliwe jest, czy gdyby Amerykanie rzeczywiście wycofali się z Europy w 1947 r., jak pierwotnie planowali, poważnie osłabione byłe europejskie mocarstwa, Francja i Wielka Brytania, byłyby zdolne do doprowadzenia do końca tak udanego projektu odbudowania Europy Zachodniej” (Do piekła…, s. 627–628). Zapamiętajmy, że stawiana i uzasadaniana jest następująca teza: podział Europy i równowaga rywalizujących supermocarstw dała Europie Zachodniej lata dobrobytu i próżno kogokolwiek obwiniać za ponad czterdzieści straconych lat krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

W rezultacie wymienionych czynników Europejczycy są dziś beneficjentami nie tylko zadziwiającego postępu materialnego, ale i istotnych zmian mentalności (które nota bene w Polsce jeszcze następują). „Większość mieszkańców Europy w 1950 r. posiadała poglądy, które 70 lat później uznano by za aberrację – pisze Kershaw w 2017 r. – Wprawdzie jeszcze w grudniu 1948 r. (niewątpliwie pod wpływem straszliwych wydarzeń z lat drugiej wojny światowej) Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła Powszechną Deklarację Praw Człowieka, ale nie wszyscy rozumieli jeszcze, co dokument ten w praktyce oznacza. Poglądy rasistowskie i otwarta dyskryminacja były zjawiskiem powszechnym i mało kto się temu dziwił. W ówczesnej Europie żyło zresztą niewiele osób o kolorze skóry innym niż biała. W krajach europejskich nadal obowiązywała i była wykonywana kara śmierci za najcięższe zbrodnie. Homoseksualizm był przestępstwem, a aborcja nielegalna. Wielki wpływ na życie polityczno-społeczne posiadały kościoły chrześcijańskie, a udział wiernych w nabożeństwach był wciąż dość wysoki. Tymczasem w momencie, kiedy pierwsze powojenne dzieci zbliżyły się do wieku starczego, prawa człowieka są uznawane za oczywistość (choć nie zawsze w sposób doskonały przestrzeganą), poglądy rasistowskie spotykają się ze społecznym napiętnowaniem (standardowo w Europie Zachodniej, nieco rzadziej na wschodzie i południu kontynentu), społeczeństwa wielokulturowe stały się normą, kara śmieci jest przeżytkiem, małżeństwa homoseksualne i legalna aborcja są powszechnie akceptowane, a rola kościołów chrześcijańskich znacznie się zmniejszyła…” (Rozdarty kontynent…, s. 19–20).

Drugi tom swojej historii Europy Kershaw kończy w 2017 r. następującą prognozą:

„Długoterminowe perspektywy są jednak tak dla Europy, jak i dla reszty świata zniechęcające. Zmiany klimatyczne, demografia, podaż surowców energetycznych, masowa migracja, napięcia związane z wielokulturowością, automatyzacja produkcji, rosnące różnice w dochodach, bezpieczeństwo międzynarodowe i zagrożenie globalnym konfliktem – wszystko to są jak najbardziej realne wyzwania, przed jakimi staniemy w nadchodzących dziesięcioleciach. Trudno powiedzieć, jak dobrze Europa jest przygotowana, by poradzić sobie z tymi problemami. Zmaganie się z nimi i kształtowanie przyszłości kontynentu zależeć będzie może nie wyłącznie od samych Europejczyków, ale od nich przede wszystkim. Płynąc w konwoju po niebezpiecznych wodach, najlepiej trzymać się blisko siebie. Oznacza to budowanie i umacnianie tworzonych stopniowo od końca wojny poziomów jedności, współpracy i konsensusu, nawet jeśli wydają się niedoskonałe. Dzięki dobrej nawigacji możemy wspólnie przepłynąć przez groźne cieśniny i dotrzeć do bezpiecznych brzegów” (Rozdarty kontynent…, s. 15).

Upadek bloku sowieckiego umożliwił większości krajów Europy Środkowej i Wschodniej członkostwo w Unii Europejskiej i faktyczny powrót do europejskiej rodziny. Obecność w tej rodzinie dopuszcza do wspólnego stołu, ale też zobowiązuje do właściwego przy nim zachowania. Wystąpienie czy wykluczenie ze wspólnoty oznacza dla każdego z tych krajów polityczny margines i patologiczną zależność od któregoś z supermocarstw. Wydaje się oczywiste, że najlepszym rozwiązaniem – szczególnie w trudnych czasach – jest spełnianie europejskich standardów i pozostawanie w europejskim domu, dzieląc troski i wspólnie rozwiązując problemy.

 

0%

Informacja o plikach cookies

W ramach Strony stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze Strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Możecie Państwo dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce internetowej w każdym czasie. Więcej szczegółów w "Polityce Prywatności".