Zainstaluj aplikację Palestra na swoim urządzeniu

Jubileusz urodzin Profesora Stanisława Waltosia – wystąpienie Profesora Stanisława Waltosia oraz laudacja Sędziego Stanisława Zabłockiego

Data publikacji

31.07.2022 20:42

Udostępnij

Z okazji 90. urodzin Profesora Stanisława Waltosia, w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego odbyła się uroczystość, podczas której zgromadzeni Goście mieli zaszczyt i przyjemność wysłuchać mowy Dostojnego Jubilata. O wygłoszenie laudacji poproszony został Stanisław Zabłocki, Sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, wywodzący się ze stanu adwokackiego, od wielu lat członek Kolegium Redakcyjnego miesięcznika „Palestra”. Pan Profesor Stanisław Waltoś, należący do grona Autorów naszego czasopisma, wielce ceniony przez kolejne pokolenia adwokatów, otrzymał między innymi gratulacje w imieniu naszego zawodowego środowiska złożone bezpośrednio przez obecnego na uroczystości Prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej adwokata Przemysława Rosatiego. Długotrwałym i pełnym wzajemnego szacunku relacjom Pana Profesora z adwokaturą zawdzięczamy, że Dostojny Jubilat zgodził się na opublikowanie w Aktualnościach „Palestry” tekstu swego wystąpienia. Zgodę swoją na udostępnienie naszym Czytelnikom treści wygłoszonej laudacji dał również Pan Sędzia Stanisław Zabłocki. Dziękujemy obu Panom – i poniżej przytaczamy brzmienie obu znakomitych mów.

 

Wystąpienie profesora Stanisława Waltosia (26.05.2022 r.)

 

Magnificencjo, Panie Prezydencie, Spectabilis, czyli Szanowny Panie Dziekanie, Szanowni członkowie Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego, Szanowny Panie Prezesie Naczelnej Rady Adwokackiej, Panie Przewodniczący Stałej Konferencji Dyrektorów Muzeów Krakowskich, Dorotko i moi Najbliżsi członkowie Rodziny! Drodzy Przyjaciele, Wielce Szanowni Państwo!

Dziękuję tak gorąco, tak serdecznie, jak tylko słowa i uśmiech mogą to wyrazić, za to, że jesteśmy tu razem. Dziękuję bardzo inicjatorkom tej uroczystości, Paniom Profesor Janinie Czapskiej i Dobrosławie Szumiło-Kulczyckiej, a szczególnie Profesor Szumiło-Kulczyckiej oraz zespołowi organizującemu ten jubileusz.

Osobne słowa podziękowania kieruję do Magnificencji, Pana Rektora Profesora Jacka Popiela, Pana Dziekana Profesora Jerzego Pisulińskiego, Pani Profesor Dobrosławy Szumiło-Kulczyckiej ponownie, oraz Pana Sędziego Stanisława Zabłockiego, do niedawna jeszcze Prezesa Sądu Najwyższego, za szczegółowe omawianie moich ponoć zasług.

Dziękuję jednak w pierwszym rzędzie za dar bezcenny – za księgę pamiątkową. Wreszcie w tej chwili dowiedziałem się, jaki jest jej tytuł, a w ciągu następnych dni będę się z nią bliżej zapoznawał, dowiadywał się, kto jest autorem lub autorką, a przede wszystkim będę ją czytał i czytał...

Za jej wydanie winien jestem wdzięczność również nieocenionemu Wydawnictwu Wolters Kluwer; podziękowania te składam na ręce prezesa Włodzimierza Albina, Pań Dyrektor Justyny Kossak i Klaudii Szawłowskiej oraz wszystkim osobom zaangażowanym w wydawanie i redagowanie księgi.

Przede wszystkim jednak dziękuję Szanownym Autorkom i Autorom tekstów pomieszczonym w dedykowanej mi księdze. Pochłonęła ich czas, który można było trochę lepiej wykorzystać. Moje wyrzuty sumienia z tego powodu niestety nie są wielkie. Jestem przekonany, że znaczenie intelektualne tych tekstów jest tak duże, iż uznanie czytelników będzie wystarczającą rekompensatą za poświęcone na nie godziny.

Magnificencji, Panu Prezydentowi Miasta Krakowa, Panu Prezesowi Naczelnej Rady Adwokackiej oraz okręgowym radom adwokackim w Krakowie i Kielcach dziękuję bardzo za przyczynienie się do tej uroczystości przekraczającej zasługi mówiącego te słowa.  

Wreszcie – Wszystkim tu zebranym, tak serdecznie, jak tylko potrafię to okazać, za obecność, za podróże z daleka, za gratulacje, życzenia i dotrwanie do jej zakończenia...

*

Stopień akceptacji jubilata i wielkość, okazałość uroczystości mu poświęconej są wprost proporcjonalne do jego wieku, do fenomenu, jakim stało się przeżycie prawie stulecia. Nie wydaje się, aby suma jego zasług odgrywała tu szczególną rolę. Raczej osobliwość jego wieku w połączeniu z pewnym wysiłkiem, aby zachować się w miarę rozsądnie i przewidywalnie. 
Jestem zatem dowodem na coraz wyższy poziom nauk medycznych oraz na istnienie czegoś takiego, co się nazywa permanentnym szczęśliwym zbiegiem przypadków, dzięki czemu mogę brać udział w dzisiejszym spotkaniu. 
 Niestety to szczęście, przeżycia tylu lat nie miało wiele osób bardzo mi bliskich, znajomych i przyjaciół, ludzi, którym niejedno zawdzięczałem.

Od ostatniego spotkania jubileuszowego upłynęło tylko 5 lat. A w tym czasie odeszli bliscy mojemu sercu – Janusz Szwaja, przyjaciel i współautor, Kazimierz Zastawnik, ojciec chrzestny mojego syna, do tego grona należąca także profesor Teresa Eminowicz, profesor Kazimierz Grotowski, mój szwagier Jacek Rajchel, a zarazem wybitny geolog, Franciszek Ziejka słynny rektor naszego uniwersytetu, Stanisław Grodziski, autorytet dla mnie jeden z najwyższych, niepowtarzalni Jurek Mikułowski-Pomorski, Adam Zagajewski, Krzysztof Penderecki, Stanisław Dziedzic, Jerzy Aleksandrowicz i Jerzy Vetulani, Ada Żurawska, moja wielka przyjaciółka Zofia Gołubiew, słynna Maria Rydlowa, historyk Feliks Kiryk i cudowny aktor Jerzy Trela, z poza Krakowa zaś – znakomici prawnicy, z którymi bardzo byłem związany: Edward Skrętowicz, Marian Filar, Janusz Tylman, Tomasz Grzegorczyk, niezrównany we wszystkim co czynił Karol Modzelewski, wybitny historyk prawa Henryk Olszewski, twórca Gdańskiego teatru szekspirowskiego Jerzy Limon, słynny historyk, człowiek bardzo mi bliski – Henryk Samsonowicz, dr Krzysztof Ostrowski i w nocy z poniedziałku na wtorek mój wierny, jakże mi oddany przyjaciel, Stanisław Salmonowicz, doktor honoris causa naszego uniwersytetu. 

Pustkę fizyczną musi więc wypełnić pamięć. Należy się im. Każda z tych osób w większej lub mniejszej mierze wywarła wpływ na przebieg mojego życia. Każdej z nich wiele zawdzięczam. Ich numery telefonów pozostawiłem więc w moim smartfonie.  

*

Uroczystość dzisiejsza odbywa się w czasie znaczonym przerażająco mnożącymi się tragediami. Zaledwie 250 kilometrów dzieli nas tu w Krakowie od miejsca, w którym wojska rosyjskie wykonują tak zwaną „specjalną operację wojskową”, a według ostatniej bajki podawanej do wierzenia – uprzedzający atak na nazistowskiego agresora.

Znowu okrucieństwa, znowu zbrodnie wojenne, znowu niewinne ofiary. 

Ileż to razy potępiano napastnicze wojny! Tu, w krakowskim Studium Generale, czyli dzisiejszym Uniwersytecie Jagiellońskim, pierwszy jego rektor, Stanisław ze Skarbimierza napisał kazanie De bello iusto, o wojnie sprawiedliwej, zdecydowanie wypowiadając się przeciwko agresji. Jakoś nie wpłynęła na losy tego świata.

W marcu roku 1514 słynny Erazm z Rotterdamu wysłał list do swego dawnego opiekuna, przeora Antoniusa von Bergen, w którym tak napisał o wojnie: „Gorsi jesteśmy od zwierząt, z których nie wszystkie walczą, jedynie dzikie. Ale zwierzęta posługują się przynajmniej naturalną bronią, nie tak jak my machinami obmyślonymi z piekielną chytrością. Zwierzęta walczą o swoje młode lub pożywienie; nasze wojny wywodzą się z przeważnie z ambicji, gniewu, żądzy lub innej tego rodzaju choroby duszy. Żadna wojna nie przebiega tak szczęśliwie, żeby nie przynosiła więcej zła niż dobra. Nikt w prowadzeniu wojny nie zaszkodzi wrogowi, nie przysparzając najpierw licznych szkód własnym rodakom” (Johan Huizinga, Erazm, Warszawa 1964, s. 121).

Historia ludzkości jest niczym innym jak pasmem wydarzeń potwierdzających celność słów Erazma z Rotterdamu. W roku 1945 powszechne było przekonanie, że hekatomby pierwszej i drugiej wojny światowej oraz okrucieństwa potwornych totalitaryzmów w końcu czegoś nauczyły ludzkość. Takie opinie wyrażano w San Francisco 26.06.1945 r. w czasie podpisywania Karty Narodów Zjednoczonych. A zaledwie pięć lat później Korea Północna napadła na Koreę Południową. Potem wojna w Wietnamie, później koszmar ludobójstwa w Rwandzie i tak dalej i dalej. Aż Rosja zaatakowała Ukrainę. Bezczelnie i bezlitośnie, z pogwałceniem wszelkich norm prawa międzynarodowego. 

*

A u nas, w Trzeciej Rzeczypospolitej? Od 2015 r. odbywa się zawłaszczanie państwa, jego struktur społecznych, kultury i pamięci zbiorowej. 

Są to fakty powszechnie znane i wdawanie się w dłuższe wywody na ten temat byłoby tylko nadużywaniem cierpliwości tu zebranych. Pozwolę sobie wobec tego tylko na wypunktowanie kwestii najbardziej fundamentalnych.

To zawłaszczanie perfekcyjnie dostrzegł Janusz Onyszkiewicz przypominając słynne słowa Orwella w dopiero co opublikowanym wywiadzie – rzece: „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje dzień dzisiejszy, a kto kontroluje dzień dzisiejszy, kontroluje przyszłość” (J. Onyszkiewicz. Bywały szczęśliwe powroty. W rozmowie z Włodzimierzem Nowakiem i Violettą Szostak, Warszawa 2022, s. 249). Telewizja Polska, Instytut Pamięci Narodowej, prasa wykupiona przez ORLEN, niezliczone przeróżne narodowe instytuty, a także niestety muzea coraz liczniej obsadzane wyznawcami wiadomej ideologii tworzą pożądany obraz przeszłości. Równolegle zaś odbywa się zniewalanie wymiaru sprawiedliwości. 

Pierwsza została zserwilizowana prokuratura. Zamieniono ją w instytucję posłusznie wykonująca wszelkie życzenia władzy politycznej. Wcale nie zaczęło się to w 2016 r., z chwilą uchwalenia przez Sejm osławionej ustawy o Prokuraturze. Już dziesięć lat wcześniej w latach 2005–2007 przeżywaliśmy groźne preludium odgrywane przez polityków nadających ton dniu dzisiejszemu. Reakcją na to było, po upadku pierwszych rządów PiS-u, rozdzielenie ustawowe urzędów Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. Niestety brak konstytucyjnego uregulowania tej sprawy ułatwił w 2016 r. ponowne połączenie obu urzędów oraz legislacyjne a zaraz potem faktyczne i brutalne zniesienie niezależności prokuratorów. 

Mści się sentyment posłów głosujących 22.03.1990 r. za podporządkowaniem prokuratury Ministrowi Sprawiedliwości. Sentyment za przedwojennym porządkiem prawnym połączony z niewiedzą. Tak, niewiedzą. W zapomnienie wpadły bezceremonialne poczynania niektórych sanacyjnych ministrów sprawiedliwości a równocześnie naczelnych prokuratorów, takich jak np. Czesława Michałowskiego i Witolda Grabowskiego. 

Demolowanie Sądu Najwyższego, zamiana Trybunału Konstytucyjnego w jego parodię, obsadzanie stanowisk kierowniczych w sądach bez liczenia się ze zdaniem innych sędziów oraz trwającą jeszcze ich kadencją, spór z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej o Izbę Dyscyplinarną, o bezzasadne zawieszanie sędziów i neoKRS, a do tego coraz bardziej pogłębiająca się niewydolność wymiaru sprawiedliwości uderzająca w każdego z nas, to najbardziej dotkliwe objawy gwałcenia porządku konstytucyjnego w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości.

Pisze się o tym, mówi się na licznych konferencjach i w nierządowych środkach masowego przekazu. I nic. 

Gorzej, niedawno Minister Sprawiedliwości ogłosił projekt z inspiracji chyba piekieł, tzw. spłaszczenia struktury sądów, de facto znoszący nieprzenaszalność sędziów, a więc godzący w ich konstytucją podobno gwarantowaną niezawisłość oraz uzależniający ich do końca od rządzących tym krajem; miejmy nadzieję, że rodem z piekła, wróci do niego. 

Smutne jest to, że niestety wszystkie te działania nie są działaniami ludzi znikąd, ludzi niewykształconych. Nie, za nimi stoją dyplomy ukończenia dobrych szkół wyższych, także Wydziału Prawa i Administracji UJ. Legitymują się także posiadaniem stopni naukowych.

Historia wszystkich ustrojów despotycznych poucza, że władze ich mogą liczyć na ludzi wykształconych, sprawnych w działaniu i równie bezwzględnych. 

Ale nie wszystko idzie po myśli zwolenników autokratyzmu. Nadal mimo represji dyscyplinarnych i innych im podobnych, wielu, bardzo wielu sędziów broni swej niezawisłości. Również tacy, znajdują się wśród prokuratorów. Ostoją niezależności są również adwokatura i radcy prawni. Nie mogę tu też nie wymienić wydziałów prawa uniwersytetów i innych szkół wyższych. Zdecydowana większość pracowników nauki stoi po stronie prawa. 

Wszystkim im chwała za to! 

*

Niestety działaniom, zmierzającym do narzucenia ustroju autorytarnego, towarzyszy zawsze obojętność dużej części społeczeństwa. 

Zaraz po wojnie, w 1946 r. słynny pastor Martin Niemöller, z początku entuzjastyczny zwolennik nazizmu, a wkrótce, gdy przejrzał na oczy, coraz bardziej zdecydowany jego przeciwnik, uwięziony w Dachau do końca wojny, wypowiedział słynne słowa: „Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem, bo nie byłem komunistą. Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem, bo nie byłem socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem, bo nie byłem związkowcem. Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem, bo nie byłem Żydem. Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby wystąpić w mojej obronie” (D. Stafford, Ostatni rozdział 1945. Zwycięstwo, odwet, wyzwolenie, tłum z j. angielskiego, Warszawa 2009, s.203). Tymi słowami posłużył się całkiem niedawno w czasie uroczystości w Auschwitz słynny Marian Turski, ostrzegając przed obojętnością i zamykaniem się w sobie. 

Tak, obojętność wielu, niestety bardzo wielu wyborców była i jest niczym innym jak dalszym przyzwalaniem na działanie w ostatecznym rozrachunku przeciwko... ich dobru. 

Wierzę jednak, że zawsze każde zło dochodzi do swego kresu. Potem dobro zaczyna brać górę. Historia pełna jest na to przykładów. 

Jestem przekonany więc, że raczej prędzej niż bardzo późno zobaczymy wcielanie w życie programu naprawczego. Takiego programu, który posługując się metodami pozostającymi w zgodzie z Konstytucją i międzynarodowym porządkiem prawnym doprowadzi do tego, że znowu będziemy mówić o Polsce jako demokratycznym państwie prawa.

Dziękuję bardzo za uwagę.

Stanisław Waltoś

 

Laudacja sędziego Stanisława Zabłockiego

 

Magnificencjo – Szanowny Panie Rektorze, Szanowny Panie Dziekanie, Dostojne Panie i Dostojni Panowie Profesorowie, Wszyscy Członkowie tego Znakomitego Audytorium, ale przede wszystkim Wielce Szanowny Jubilacie, Drogi Panie Profesorze!
Gdy skierowana została do mnie prośba o powiedzenie kilku słów w imieniu przedstawicieli praktyki wymiaru sprawiedliwości, ale także i grupy osób, która przez lata współpracowała z Panem Profesorem przy pracach legislacyjnych, czy to w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, czy też w innych gremiach, powoływanych ad hoc do rozwiązania wyłaniających się problemów, oprócz świadomości, że spotkał mnie oto wielki zaszczyt, owładnęło mną także poczucie wielkiego onieśmielenia, a nawet pewnej bezradności, cóż ja będę mógł powiedzieć o takim gigancie polskiej karnistyki, więcej – polskiego świata prawniczego, jakim jest Pan Profesor Stanisław Waltoś. 

Już, już miałem Pani Profesor Szumiło-Kulczyckiej odpowiedzieć, że nie podejmę się tego zadania, że bardzo przepraszam, ale nie potrafię, gdy oto przyszła myśl, że może warto, abym Państwu, abym Czcigodnemu Jubilatowi tak po prostu powiedział, kim jest dla mnie Pan Profesor Stanisław Waltoś? Kim jest Pan Profesor dla moich Koleżanek i Kolegów sędziów sądów wszystkich szczebli i w każdym zakątku Polski, no bo, że w Krakowie to oczywiste. Otóż jest to postać z całkiem innego świata, jakby powiedziała Olga Tokarczuk – z imaginarium. A więc postać na poły mityczna. Jest to Ktoś, oczywiście ten zaimek „Ktoś” jest pisany i myślany z bardzo wielkiej litery „K”, kto pozwala mi od czasu do czasu przenieść się ze świata mojego prawniczego profanum do świata prawniczego sacrum. A zatem to Ktoś, o kim zapewne powinienem myśleć – i proszę tych słów nie potraktować jako świętokradczych – bardziej w kategoriach: „Wierzę w Stanisława Waltosia oraz w dzieła Jego” niż Ktoś, z kim miałem zaszczyt dyskutować na prawnicze tematy. 

To, kim jest dla mnie Pan Profesor można ująć jeszcze od innej strony. Gdy usłyszę w aparacie telefonicznym Jego głos, instynktownie podrywam się z krzesła. Nie to, żebym od razu stawał na baczność, ale jednak jakiś wewnętrzny nakaz skłania mnie do wykonania tego gestu uszanowania, tak jakby Profesor wchodził do pokoju, w którym przebywam. Przy innych telefonach, proszę mi wierzyć, nie odczuwam takiej potrzeby. 

To, kim jest dla mnie Pan Profesor, przez całe lata przejawiało się też w taki oto sposób, że gdy w trakcie przygotowań do jakiejś skomplikowanej sprawy lub już w jej toku stawałem przed problemem procesowym, co do rozwiązania którego miałem wątpliwości, albo z którym wręcz nie mogłem sobie poradzić, natychmiast pojawiała się myśl, aby w zakamarkach osobistej pamięci albo w zasobach komputerowych systemów informacji prawnej upewnić się, czy przypadkiem tematyką nie interesował się Pan Profesor Waltoś i czy rozwikłania moich kłopotów nie znajdę w którejś z Jego niezliczonych publikacji. 
Ze spotkań z moimi o wiele młodszymi Koleżankami i Kolegami Sędziami wiem, że także dla nich Pan Profesor Waltoś jest często takim kompasem prawniczego myślenia i dlatego to do Jego poglądów odwołują się przy rozwiązywaniu dylematów, przed którymi stanęli. 

Muszę koniecznie dodać, że podobną rolę przez wiele lat odgrywał Jubilat również wśród osób, z których każda, z uwagi na swą wiedzę, doświadczenie i pozycję zawodową może być i jest dla innych wzorem. Stają mi przed oczyma te chwile w trakcie obrad Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, w których spojrzenia nie tylko nas – skromnych praktyków, ale także i wybitnych teoretyków zasiadających w tym gronie, zwracały się ku Panu Profesorowi w szczególnie trudnych momentach obrad. Nie bez powodu praktycznie cała Komisja stanęła murem za swoim przewodniczącym, gremialnie składając dymisję ostatniego dnia stycznia 2006 r. w odpowiedzi na ministerialny plan odwołania Pana Profesora z tej funkcji. Takie były bowiem realia rozwiązania tej Komisji, reaktywowanej następnie w latach 2009–2016, o czym Jubilat wspomina w swej pasjonującej książce wspomnieniowej „Wędrowanie po wyspach pamięci”, w rozdziale o tytule oddającym skromność Jej Autora – „W niezbyt skutecznej pogoni za przyzwoitym prawem”. Panie Profesorze, w tamtym okresie przynajmniej goniliśmy za przyzwoitym prawem. 

Sądzę, że gdy w tych kilku krótkich zdaniach opowiedziałem Państwu kim jest dla mnie, a jestem głęboko przekonany, że nie tylko dla mnie, dzisiejszy Jubilat, powinienem dopowiedzieć jeszcze jedno. Dlaczego Pan Profesor jest dla mnie ową procesową, a czasem i życiową, busolą? Otóż dlatego, że w Jego publikacjach, wypowiedziach, w spojrzeniu na prawo napotykałem zawsze nie tylko niezwykle rzetelne fundamenty dogmatyczne, ale także coś wydawałoby się nieuchwytnego, a co ja nazywam wrażliwością prawniczą, szczególnie potrzebną przy wykonywaniu tego prawniczego zawodu, czy może lepiej – powołania, jakim jest sądzenie innych ludzi. Nie chodzi mi o to tylko, że Pan Profesor uczył i nadal nas uczy, iż nie wystarczy, aby prawnik koncentrował swą uwagę na zespole liter i słów tworzących przepis, bowiem konieczne jest wydobycie z tych znaków właściwej normy, ale przede wszystkim o to, że ma to być norma odpowiadająca fundamentalnym wartościom konstytucyjnym i traktatowym, a więc wartościom chroniącym prawa człowieka i obywatela, a nie utylitarnym wartościom wygodnym dla rządzących. Uczył nas Pan Profesor i nadal nas uczy, że sztuka legislacji i sztuka interpretacji to tworzenie i wydobywanie norm prawa prawego, a nie byle jakiego. Prawa prawego, a więc w jakimś sensie prawa wrażliwego, prawa pięknego. 

Ryszard Kapuściński napisał niegdyś „Boję się świata bez wartości, bez wrażliwości, bez myślenia. Świata, w którym wszystko jest możliwe. Ponieważ wówczas najbardziej możliwe jest zło”. Te słowa odzwierciedlają także i moje obawy. 
Wierzę jednak w to, że dopóki mamy w świecie prawniczym takich sterników jak Pan Profesor Stanisław Waltoś, świat bez wartości, bez wrażliwości, bez myślenia, po prostu nie jest możliwy. A to pozwala nam zachować nadzieję, że nawet po bardzo wzburzonych wodach jesteśmy w stanie dotrzeć do portu wolnych sądów i niezawisłych sędziów, do zacisznej przystani prawego prawa.

Panie Profesorze, bardzo, bardzo gorąco Panu dziękuję w imieniu swoim i tych osób, które reprezentuję podczas dzisiejszej uroczystości, za tę nadzieję. Niech ją nam Pan daje przez wiele jeszcze lat.

Stanisław Zabłocki

 

fot. Anna Wojnar

Informacja o plikach cookies

W ramach Strony stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze Strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Możecie Państwo dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce internetowej w każdym czasie. Więcej szczegółów w "Polityce Prywatności".